Zmęczenie

q102bKażdego dnia, mniej więcej po czterech godzinach pracy walczę ze sobą, by utrzymać głowę w pionowej pozycji i nie dać się zmęczeniu i znużeniu, jakie ogarnia całe moje ciało. Z mojego organizmu wychodzi wtedy przepracowanie i senność spowodowana zbyt krótkim snem w nocy. Każdego ranka obiecuję sobie, że tego dnia zrobię inaczej – położę się do łóżka już o 21.00 i na tyle zregeneruję siły, że w pracy w ogóle nie będę musiał walczyć z sennością.

Niestety, moje postanowienia wytrzymują do momentu powrotu do domu. Po szesnastej wlewa się w moje ciało nowa porcja energii, która wystarcza mi aż do północy. Do tego czasu ani mi się śni iść wcześniej spać i myśleć o następnym poranku, asystent klienta Ostrołęka.  A przecież myśleć o nim powinienem, bo od stopnia przytomności mojego umysłu zależy efektywność pracy danego dnia, liczba przeprowadzonych rozmów i ich wynik. Gdy jestem wyspany i trzeźwo myślący, większość prowadzonych rozmów kończy się sukcesem, czyli transakcją. Z drugiej strony, zaspany często nie daję sobie rady w rozmowie z klientem, dlatego wyniki są dużo, dużo gorsze.

W pełni wyspany jestem chyba tylko na weekendach. W sobotę i niedzielę nigdy nie wstaję wcześniej niż przed jedenastą, często zdarza mi się też dospać aż do obiadu. Dopiero gdy mama zawoła mnie na obiad, wtedy wstaję z łóżka.

Stołuję się w barze

Nigdy nie byłem fanką jedzenia śniadań przed wyjściem z domu do pracy. Rano nigdy nie mogę się zwlec z łóżka, wstaję dopiero za piątym budzikiem, dlatego na poranne śniadanie zwykle nie mam czasu. Godzina, jaką mam na wyszykowanie się musi mi wystarczyć na prysznic, umycie i wysuszenie włosów, zrobienie makijażu i ubranie się. Godzina to niby całkiem dużo czasu, ale czasem i to mi nie wystarcza. Śniadanie musi zostać pominięte, bo inaczej nie dałabym rady dotrzeć do firmy na czas, asystent klienta Pruszków.

q102Pierwszym posiłkiem w ciągu dnia jest kawa. Ledwo przekraczam prób swojej firmy, a pędzę do kuchni by zaparzyć sobie świeżej kawy, która doda mi energii i postawi mnie na nogi. Po kawie mniej więcej przez godzinę jestem najedzona, jednak po tym czasie zaczyna mi doskwierać głód. Robię sobie wtedy pięć minut przerwy i idę do położonego na pierwszym piętrze budynku baru, w którym kupuję sałatkę lub kanapkę. Ten bar ratuje mnie przed śmiercią  głodową, bo rano nie mam czasu zrobić sobie kanapek do pracy. Korzystam z niego również w przerwie obiadowej – codziennie kuszę się na zupę, lasagne, jakiś zestaw obiadowy lub zapiekankę makaronową. Wszystko zależy od tego, co akurat znajduje się w karcie dań.

Mam świadomość, że gdybym wstawała wcześniej i robiła sobie kanapki do pracy to mogłabym zaoszczędzić dużo pieniędzy. Niestety, lenistwo wygrywa z oszczędnością.

Gdzie moja odwaga?

w102Od rana nie mogę się zdecydować czy zrealizować swoje noworoczne postanowienie i iść dzisiaj do prezesa z pytaniem o dalszy rozwój mojej kariery w firmie, czy nadal bezpiecznie czekać aż coś może się rozwinie. Nigdy nie należałem do osób bardzo odważnych, co było i moją zaletą i wadą. Z jednej strony zawsze czułem się bezpiecznie, nigdy nie ryzykowałem i nie narażałem się na zbędne stresy, ale z drugiej przez moją pasywność ominęło mnie wiele ciekawych wydarzeń i doświadczeń. Podczas gdy ja siedziałem w domu i czytałem książki lub surfowałem w Internecie, moi znajomi wyjeżdżali na wakacje, biegali po nocy po lasach i przeżywali niezapomniane chwile. Zazdrościłem im, oczywiście, ale nie na tyle, by wystawić nos za drzwi i odważyć się na coś szalonego.

Skoro znacie już mój charakter na pewno rozumiecie dlaczego tak trudno zebrać mi się w sobie i iść do szefa. Lubię swoją pracę asystenta klienta Kędzierzyn-Koźle, ale marzę o czymś więcej. Chciałbym dostać awans, może nawet podwyżkę, i poczuć się jak ważniejszy człowiek firmy.

W życzeniach noworocznych wszyscy życzyli mi większej odwagi, dlatego postanowiłem popracować trochę nad swoim zachowaniem. Póki co skończyło się jednak na planach i marzeniach, a do ich realizacji jest jeszcze daleko. Do szefa miałem iść dzisiaj, ale im więcej o tym myślę, tym bardziej boję się konfrontacji.